Nie chcę takiego nawrócenia

Łatwo jest pisać, że Wielki Post to czas przygotowania na święta Wielkiej Nocy. Łatwo jest mówić i pisać, że trzeba w tym czasie spróbować się nawrócić i odbudować zawsze niedoskonałą relację z Bogiem. Można to powtarzać setki razy, ale to nic nie zmienia. Twoja pobożność i modlitwa na nic się nie przyda, jeśli nie odbudowujesz relacji z ludźmi dookoła siebie.

Łatwo jest pisać, że Wielki Post to czas przygotowania na święta Wielkiej Nocy. Łatwo jest mówić i pisać, że trzeba w tym czasie spróbować się nawrócić i odbudować zawsze niedoskonałą relację z Bogiem. Można to powtarzać setki razy, ale to nic nie zmienia. Twoja pobożność i modlitwa na nic się nie przyda, jeśli nie odbudowujesz relacji z ludźmi dookoła siebie.


Nie lubię postanowień wielkopostnych, które polegają na tym, że na ten czas z czegoś rezygnujemy. Wolę wyrabiane nowych nawyków. Już na stałe. Naprawdę w byciu chrześcijaninem chodzi o coś więcej, niż o ograniczenie słodyczy czy o wzmożoną aktywność religijną. Zawsze warto pójść na dodatkową mszę świętą, odmówić jedną modlitwę więcej czy przeczytać nieco dłuższy fragment z Pisma Świętego. To jasne. Ale za tym musi coś iść. Genialnie pisze o tym w Deus Caritas Est papież Benedykt XVI. Zwraca uwagę, że za pogłębianiem relacji z Bogiem zawsze musi iść odbudowywanie relacji z drugim człowiekiem. Jeśli tak się nie dzieje, coś robimy nie tak.

„Istnieje nierozerwalny związek między miłością Boga i miłością bliźniego. Jedna wymaga drugiej w sposób tak ścisły, że stwierdzenie miłości Boga staje się kłamstwem, jeżeli człowiek zamyka się na bliźniego czy wręcz go nienawidzi” – pisał Benedykt XVI.


Nie chcę takiego Wielkiego Postu i takiego pozornego nawrócenia, które podsumuję stwierdzeniem, że skoro nie zjadłem czekolady i byłem na drodze krzyżowej, to znaczy, że dobrze przeżyłem ten czas. Nawrócenie musi być czasem zbudowania jedności między miłością Boga i bliźniego. Przecież tak łatwo zdeklarować się, że kocha się Boga. Nie ma w tym nic wymagającego. Jeszcze prostsze (i może nawet przyjemniejsze) jest wytykanie błędów innym. A chodzi o wyrobienie dobrych nawyków, które poukładają nasze relacje z bliskimi, sąsiadami, znajomymi i nawet z tymi, z którymi nam kompletnie nie po drodze. Dbanie o to, żeby zawsze i bezwzględnie szanować drugiego człowieka, to jedno z najlepszych postanowień… nie, nie postanowień – nawyków, jakie możemy i powinniśmy sobie jako chrześcijanie w sobie wyrobić.

Dlaczego o tym piszę? Bo ze strony bardzo gorliwych katolików można spotkać się z brakiem szacunku. Wręcz „automatycznym”. Kościelne ławki, ale i katolickie fora, pełne są ludzi, którzy wiedzą wszystko najlepiej (często lepiej od papieża i biskupów), i którzy najchętniej prostują ścieżki innych, a nie swoje własne. Nie chcę się nawracać tylko po to, żeby skreślać z listy kolejne pobożne uczynki. Chcę się nawracać po to, żeby lepiej kochać. Jeśli stracę z oczu tę perspektywę, zajdę na manowce. Nawet jeśli pod pachą będę miał brewiarz, a w ręce różaniec.
 
Przedruk: https://misyjne.pl/nie-chce-takiego-nawrocenia-felieton/