Pytanie, które nie pozwoliło Marii Magdalenie zasnąć i uczyniło z niej kobietę Zmartwychwstania

Jak doszło do tego, że to nie Piotr – opoka, ani nie Jan – uczeń, którego Jezus miłował – lecz właśnie Maria Magdalena jest pierwszym świadkiem Zmartwychwstałego? Św. Maria Magdalena nie była siostrą Marty i Łazarza – współcześni bibliści rozstrzygnęli tę kwestię ostatecznie. Nie była też prostytutką wycierająca włosami stopy Jezusa, o której wspomina św. Łukasz w siódmym rozdziale Ewangelii.

Jak doszło do tego, że to nie Piotr – opoka, ani nie Jan – uczeń, którego Jezus miłował –
lecz właśnie Maria Magdalena jest pierwszym świadkiem Zmartwychwstałego?


Św. Maria Magdalena nie była siostrą Marty i Łazarza – współcześni bibliści rozstrzygnęli tę kwestię ostatecznie. Nie była też prostytutką wycierająca włosami stopy Jezusa, o której wspomina św. Łukasz w siódmym rozdziale Ewangelii.Zamieszanie w życiorysie Marii Magdaleny wyniknęło być może stąd, że wśród podążających za Jezusem kobiet więcej niż jedna miała na imię Maria.

Maria Magdalena: zawsze z Jezusem

Ewangeliści są zgodni w tym, że powołanie Marii Magdaleny zaczęło się w chwili, gdy Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów (Mk 16,9; Łk 8,2). Potem są zgodni również w opisie jej zaangażowania w posługę – wśród grupy kobiet, które szły za Jezusem, zawsze jest wymieniana jako pierwsza. To pozwala wysnuć wniosek, że miała wśród kobiet autorytet i prymat, pełniła szczególną rolę. Wszyscy ewangeliści jednogłośnie potwierdzają też jej obecność pod krzyżem i przy grobie Jezusa. Maria z Magdali jako pierwsza spotyka Chrystusa po zmartwychwstaniu. Kiedy świat jeszcze tonie w ciemności, a apostołowie siedzą zamknięciu „w obawie przed Żydami”, to ona, na prośbę Jezusa, biegnie im powiedzieć najpierw o tym, że grób jest pusty, a później o tym, że spotkała Jezusa. Jak doszło do tego, że to nie Piotr – opoka, ani nie Jan – uczeń, którego Jezus miłował, ale właśnie Maria Magdalena jest pierwszym świadkiem Zmartwychwstałego?

Zabili Tego, którego kochała…

Wszystko wskazuje na to, że powodem była jej wielka, serdeczna miłość i… tęsknota. Po śmierci Jezusa zrobiła to wszystko, co robi człowiek, który nagle stracił najbliższą osobę. I jeszcze się nie pogodził. A zapowiedź dnia trzeciego? Nie rozumiała tego, co Jezus mówił, ale przecież nigdy, w żadnej sprawie, jej nie oszukał – musiała sprawdzić! Po śmierci Jezusa Maria Magdalena prawie nie spała. Ten, który zmienił jej życie, umarł, a ona nie zdołała Go obronić, choć spróbowała naprawdę wszystkiego. Dramat kaźni przy słupie do biczowania, a potem tortury drogi na Golgotę przeżyła idąc krok w krok za Nim.

Nie spuszczała Go z oka, wyła z bólu, ale doszła do końca. A potem patrzyła, jak opętani złem oprawcy wbijają w jego dłonie i stopy grube gwoździe i jak podnoszą belkę, z napiętym do granic bólu ciałem. I nic nie mogła zrobić, chociaż tak bardzo go kochała…

Nie śpię, bo tęsknię…

Sen nie chciał przyjść. Czas po złożeniu ciała Chrystusa do grobu musiał być dla niej torturą. Tajemnicza zapowiedź dnia trzeciego i całkowita niemożność zrozumienia tej zapowiedzi… Czy była kiedyś większa próba dla ludzkiej wiary, niż te godziny po Jego śmierci? Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Noc nie chciała się skończyć, wszędzie panowała ciemność. Wreszcie, umęczona płaczem i natręctwem myśli, wyszła z domu owinięta chustą i wraz z dwiema innymi kobietami rozpoczęła wędrówkę do grobu w ogrodzie Józefa z Arymatei, gdzie Go pochowano. Było wilgotno i ciemno. Brnęła do przodu i wygładzała kolejne myśli, które jak fale jeziora po piasku delikatnie przesuwały się w głowie: jedna po drugiej, jedna po drugiej:
Odkąd Go spotkałam, nigdy mnie nie oszukał…
Odkąd Go poznałam, nigdy mnie nie zawiódł…
Uratował mnie od demonów…
Kochałam Go.
Musiał mówić prawdę.

Gdzie On jest?

Na miejscu pierwszy szok: kamień był odsunięty. Ciemność, która wypełniła wejście do grobu zatrzymała ją. Drżała i nie umiała zrobić kroku, ale zebrała się w sobie i mimo zmęczenia pobiegła z powrotem. Uczniowie też nie spali. Wpadła do środka i dysząc po biegu powiedziała im, że grób jest pusty. Zerwali się natychmiast, najpierw szli, potem ruszyli biegiem. Jan przybiegł pierwszy – bibliści podają, że mogło tak być dlatego, że był młodym chłopakiem, prawdopodobnie jeszcze przed bar micwą i miał dużo lepszą kondycję fizyczną od Piotra. Jan zajrzał, ale nie wchodził do środka. Piotr wszedł do grobu natychmiast i od razu zobaczył płótna i chusty – tę, którą była owinięta głowa Jezusa dostrzegł jako zwiniętą obok. Po Piotrze do grobu wszedł również Jan. Ewangeliści odnotowują, że ujrzeli, uwierzyli i wrócili do siebie… A Maria Magdalena?

Nowy Eden

Została nad grobem zalana łzami. Nie rozumiała, co się dzieje. Wreszcie nachyliła się do grobu i – oprócz płócien i chust – zobaczyła dwóch aniołów, którzy do razu spytali ją, dlaczego płacze. Zgodnie z prawdą odpowiedziała im, że zabrali jej Pana i ona nie wie dokąd. I wtedy, przez szloch, usłyszała inny głos, choć to samo pytanie: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”. Jeszcze tłumaczyła, widząc w mężczyźnie ogrodnika, że jest gotowa zabrać Jezusa, byle tylko wskazał jej, gdzie Go przeniósł. Jeszcze nie rozumiała. I właśnie wtedy usłyszała swoje imię wypowiedziane głosem Tego, którego kochała. „Mario” – zabrzmiało w ogrodzie, tuż przy pustym grobie, w ciszy poranka dnia trzeciego, wbrew temu, że grób jest przecież końcem życia, kresem i pustynią! „Rabbuni…” – wyszeptała, a może krzyknęła i chciała od razu dotknąć Jego stóp?
Wiemy, że ją powstrzymał. Słynne słowa „Noli me tangere” – „Nie dotykaj mnie” czytamy w Wulgacie w tym miejscu Ewangelii św. Jana. Jak bardzo musiała być szczęśliwa, gdy zobaczyła, że On żyje. On! Ten sam, a już inny. Fizycznie obecny i żywy, choć przecież to Jego zimne, sztywne ciało ocierała z krwi pod krzyżem.

Kobieta Zmartwychwstania

„Zbudź się, który śpisz!” – czytamy w starożytnej homilii. Poznając św. Marię Magdalenę, odkrywamy, że paschalny przełom zaczął się zatem od tęsknoty serca, a nie od oficjalnych wystąpień. Maria Magdalena poddała się miłości, która nie oblicza, która działa wbrew logice.
Została w ogrodzie nawet wtedy, gdy apostołowie i inne niewiasty odeszli. Logika nie każe trwać nikomu przy pustym grobie, a ona trwała… Całe jej wnętrze rozdzierało jedno pytanie: GDZIE JEST JEZUS?
Czyż to nie jest droga dla nas? Mamy prawo wyjść i sprawdzić, czy zmartwychwstał. Jeśli kochamy, Bóg odpowie na naszą tęsknotę i pragnienie. Owszem, najpierw być może będziemy musieli pozwolić mu wyrzucić z nas demony, potem przejść drogę Kalwarii, ale na końcu pozwoli usłyszeć swój glos i zawoła nas po imieniu.
Szukanie Boga już jest wyznaniem miłości. Ci, którzy naprawdę Go szukają – znajdują. Nie gorszmy się tymi, którzy szukają. „Gdzie jest Jezus?” – pytanie, które nie pozwoliło św. Marii Magdalenie zasnąć jest najważniejszym pytaniem każdego człowieka, czasem jest sednem ludzkiego bólu. Ale to nic – trzeba je stawiać, trzeba szukać na nie odpowiedzi.